saltus-triumf-02

Po przesłuchaniu płyty jakieś err.. 30-40 razy, mogę wreszcie się finalnie wypowiedzieć. Nowa – z dawna wyczekiwana – płyta Saltusa jest naprawdę cholernie solidną pozycją. Tak muzycznie jak i tekstowo. Przez 4 lata, jakie minęły od premiery Imperium Słońca, chłopaki uczynili kolejny krok oddalający ich nieco od blacku w stronę death metalu. Ja im tego prawdę mówiąc nie mam zupełnie za złe, bo Triumfem udowodnili, że był to krok w dobrą stronę. Po prostu grają tak, jak chcą i do tego jak umieją najlepiej. Wychodzi im to, bez dwóch zdań, bo Saltus – co wyraźnie słychać na płycie – odnajduje się doskonale w zaproponowanej przez siebie stylistyce.

Na BLu pojawiły się porównania muzyki na Triumfie do twórczości Amon Amarth, których to podobieństw zupełnie nie słyszę. Może jakiś riff,  gdzieś tam słyszalny, może to po prostu fakt, że Saltus gra zdecydowanie bardziej melodyjnie? Bo taki jest fakt, Triumf jest zdecydowanie melodyjną płytą, nijak jednak nie traci na sile przekazu, a może nawet i zyskuje. Do tego wokal Scream’a zyskał na mocy, a jednocześnie i na wyrazistości – i to jest jeden z głównych atutów Triumfu.

Drugim – abstrahując już od zajebistej muzyki z ciekawymi aranżacjami – są teksty. Cały zespół mocno dojrzał od 2005 a przekłada się to na teksty. Saltus przyzwyczaił już nas do odpowiedniego poziomu tekstów utworów, które nie sprawiają wrażenia pisanych przypadkiem ani na wyścigi o nagrodę największego „hejtera” chrześcijaństwa. Chłopaki mają swój patent na mówienie o wierze przodków i jej zasadach. I chwała im za to, bo przedkładają jakość nad ilość i mądrze piszą swoje teksty ważąc słowa, zamiast po prostu lać ich potok. Zajebisty plus za to!

Przyznam jednak, że po raptem kilku przesłuchaniach albumu miałem mieszane uczucia. Przedtem słyszałem tylko tytułowy utwór oraz Słowiańską vendettę. Po przesłuchaniu krążka kilka razy do grupy mocnych kawałków dodałem jeszcze Hymn Słońca i Stary porządek. I to tyle, reszta jakoś nie zyskała mojego uznania. Ale do czasu, bo po kolejnych przesłuchach łyknąłem album w całości i jestem zdania, że nie ma na nim słabych kawałków!

Ocena ogólna: 8.5/10